Kosowo znów głosuje. Kryzys trwa
Kosowo po raz trzeci w ciągu roku stanie przed urnami. Parlament nie zdołał wybrać nowego prezydenta, a polityczny paraliż coraz mocniej odbija się na państwie liczącym mniej niż 2 mln mieszkańców.
Termin minął o północy, ale porozumienia nie było. To oznacza kolejne przedterminowe wybory i dalszą niepewność w kraju, który od lat próbuje zbliżyć się do Unii Europejskiej.
Parlament nie dał rady wybrać prezydenta
W Kosowie prezydenta nie wybierają obywatele bezpośrednio, lecz parlament. Do przegłosowania kandydata potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów, a tej ponownie zabrakło.
Lewa partia premiera Albina Kurtiego wygrała poprzednie wybory w grudniu, zdobywając 51 proc. głosów. Mimo mocnego wyniku nie udało jej się przekonać wystarczającej liczby posłów do poparcia swojego kandydata.
Opozycja bojkotuje, rząd mówi o blokadzie
Sytuację dodatkowo zaostrzył bojkot ze strony opozycji. Jej przedstawiciele twierdzą, że premier nie zrobił dość, by zbudować porozumienie, a sam Kurti oskarża przeciwników o celowe blokowanie całego procesu.
Według mediów parlament zbierał się w ostatnich 24 godzinach aż trzy razy. Za każdym razem obrady przerywano, bo na sali brakowało wymaganej liczby deputowanych.
Zgodnie z konstytucją teraz trzeba rozpisać nowe wybory w ciągu 45 dni. To już trzeci taki przypadek z rzędu, co pokazuje skalę kryzysu.
Problemy dla kraju i relacji z UE
Przeciągający się impas to nie tylko polityczna wojna na szczycie. Brak stabilnego układu władzy utrudnia reformy wymagane przez Brukselę i może spowolnić drogę Kosowa do członkostwa w UE.
Stawką są też pieniądze. Opóźnienia mogą dotknąć wsparcia międzynarodowego, w tym funduszy z Unii Europejskiej i Banku Światowego. Dla mieszkańców oznacza to dłuższe czekanie na inwestycje, reformy i poprawę sytuacji gospodarczej.
Premier Kurti przyznał wcześniej, że kolejne głosowanie wcale nie musi przynieść przełomu. Jego zdaniem kraj może ugrzęznąć w dalszym ciągu instytucjonalnego chaosu.
Źródło: Zobacz oryginalny artykuł
