Po śmiertelnym pożarze wracają do mieszkań
To powrót, którego nikt nie chciał przeżyć. Mieszkańcy wieżowców w Hongkongu, gdzie jesienią doszło do tragicznego pożaru, od dziś mogą po raz pierwszy zobaczyć, co zostało z ich domów.
W katastrofie zginęło 168 osób. Teraz ocaleni mają zaledwie kilka godzin, by wejść do środka, ocenić zniszczenia i spróbować odzyskać choć część swojego dobytku.
Tylko trzy godziny na wejście
Władze pozwalają byłym lokatorom wejść do mieszkań maksymalnie na trzy godziny. Jednocześnie do lokalu mogą wejść najwyżej cztery osoby, choć jeśli sytuacja jest niebezpieczna, limit może zostać ograniczony nawet do jednej.
Dla wielu ludzi to ogromne wyzwanie. Windy w budynkach nie działają, a zniszczone wieżowce mają po 31 pięter. Szczególnie ciężko będzie starszym mieszkańcom, którzy muszą wspinać się po schodach do swoich dawnych mieszkań.
Domy zrujnowane, nadzieja prawie zgasła
Wielu lokatorów nie spodziewa się już cudu. 78-letni mieszkaniec, który przez 40 lat żył tam z żoną i wychował dzieci, zobaczył już zdjęcie swojego mieszkania na parterze. Lokal jest tak poważnie uszkodzony, że trzeba go było podeprzeć, by nie groził zawaleniem.
On i jego 74-letnia żona liczą jeszcze na odnalezienie kilku pamiątek, m.in. zdjęć ślubnych. Sami jednak przyznają, że szanse są minimalne. Po ogniu i wodzie gaśniczej mogło nie zostać praktycznie nic.
Śledztwo trwa, padają pytania o bezpieczeństwo
Przyczyna pożaru wciąż jest badana, ale pierwsze ustalenia są niepokojące. Komisja badająca tragedię wskazała już, że zawiodły zabezpieczenia, a znaczącą rolę miał odegrać błąd ludzki.
Ogień wybuchł w wieżowcu przechodzącym remont. Płomienie błyskawicznie rozprzestrzeniły się po siatkach zamocowanych do bambusowych rusztowań, które nie były ognioodporne. Choć wstępne oględziny wykazały, że uszkodzona została mniej więcej połowa mieszkań, władze miasta skłaniają się ku wyburzeniu budynków.
Dla mieszkańców to nie tylko utrata lokalu. To także utrata zdjęć, dokumentów i przedmiotów, z którymi związane były całe dekady życia.
Źródło: Zobacz oryginalny artykuł
