Brak policji zablokował opvang w Coevorden
W holenderskim Coevorden zabrakło nie tylko spokoju, ale i sił, by go utrzymać. Nowe dokumenty pokazują, że to właśnie niedobór policji był jednym z kluczowych powodów wycofania planu przyjęcia 14 nieletnich uchodźczyń.
Sprawa budzi emocje, bo chodziło o dziewczęta w wieku 15–18 lat, które miały trafić do pięciu domów szeregowych w dzielnicy Tuindorp. Ostatecznie plan upadł po kilku dniach gwałtownych protestów, podpaleniach i groźbach.
Protesty wymknęły się spod kontroli
Mieszkańcy dzielnicy protestowali przeciwko planowanej opvang od lipca ubiegłego roku. Choć gmina podkreślała, że chodzi wyłącznie o dziewczęta, część sąsiadów obawiała się, że do okolicy trafią także „straumatyzowani chłopcy”.
Napięcie szybko przerodziło się w zamieszki. Demonstranci blokowali skrzyżowania, rzucali jajkami w policję, podpalali samochody i przyczepy. Pojawiły się też sygnały o możliwym użyciu ciężkiego fajerwerku i planach podpalenia budynku przeznaczonego na opvang.
Gmina miała plan, ale zabrakło wsparcia
Burmistrz ogłosił stan nadzwyczajny, jednak to nie zatrzymało kolejnych incydentów. Po pięciu dniach ostrych protestów władze uznały, że nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa przyszłym mieszkankom.
Z ujawnionych informacji wynika, że problemem była dostępność policji. Zamieszki wybuchły krótko po szczycie NATO w Hadze, który mocno obciążył służby. Według urzędników trzeba było ściągać funkcjonariuszy z innych jednostek, a i tak siły nie były dostępne od razu.
Choć na miejscu była policja i jednostki ME, reakcja była ograniczona. Gdy w dzielnicy wybuchł pożar, oddziały stały kilka ulic dalej i weszły dopiero później, by osłaniać straż pożarną. Nikogo wtedy nie zatrzymano.
Niebezpieczny sygnał dla całej Holandii
Eksperci nie ukrywają zaniepokojenia. Ich zdaniem sytuacja w Coevorden pokazuje, że agresywna mniejszość może wymusić zmianę decyzji podjętej przez demokratycznie wybrane władze.
To ważny sygnał także dla Polaków mieszkających w Holandii. Sprawa pokazuje, jak duże znaczenie ma dziś realna dostępność policji i jak szybko lokalne napięcia mogą wpłynąć na bezpieczeństwo mieszkańców. Krytycy podkreślają, że bez mocniejszego wsparcia państwa podobne kryzysy mogą powtarzać się także w innych gminach.
Źródło: Zobacz oryginalny artykuł
